Za każdą lekcją stoi człowiek — z historią, pasją i poczuciem humoru.
„10 pytań do…” to nasz sposób, by poznać ich trochę lepiej.
Z każdego takiego wywiadu można wyciągnąć coś więcej niż tylko ciekawostki — trochę wspomnień, trochę refleksji i sporo uśmiechu.
Bo szkoła to nie tylko oceny i dzwonki, ale przede wszystkim ludzie, którzy każdego dnia tworzą jej klimat.
Wywiad z Panią Dyrektor Martyną Stanik
- Skąd Pani pochodzi?
Urodziłam się w Elblągu. To moje rodzinne miasto. - Dlaczego została Pani nauczycielem?
Zostałam nauczycielem trochę z przypadku, ale kiedy patrzę na to z perspektywy czasu, widzę, że to marzenie dojrzewało we mnie od zawsze. Od najmłodszych lat lubiłam bawić się „w szkołę” z moją młodszą siostrą i kuzynką Eweliną – dziś również nauczycielką. Wtedy jeszcze nie rozumiałam, że ta niewinna zabawa, tak naprawdę była pierwszą iskierką, która kiedyś zapłonie pełnym światłem. Przez lata miałam wiele pomysłów na siebie: chciałam zostać lekarzem, by móc ratować komuś życie, weterynarzem, by pomagać zwierzętom, a nawet listonoszką, bo pani, która roznosiła listy, zawsze wpadała do nas na herbatkę i wydawało mi się czymś cudownym odwiedzać ludzi i dzielić się z nimi radością. Po maturze nadszedł jednak moment decyzji. Nie chciałam wyprowadzać się z domu, więc złożyłam dokumenty na trzy kierunki w Elblągu: pedagogikę, filologię angielską i zarządzanie. Dostałam się wszędzie, ale ostatecznie wybrałam pedagogikę. I choć początkowo byłam niepewna, już po miesiącu wsiąkłam w to tak, jakby ktoś otworzył przede mną drzwi, na które czekałam całe życie. Przez trzy lata studiów nie opuściłam żadnego wykładu ani ćwiczeń. Pokochałam pedagogikę całym sercem. Wtedy zrozumiałam, że to, co brałam za przypadek, było raczej drogą, którą intuicyjnie podążałam od dziecka. Dlaczego zostałam nauczycielem? Gdzieś głęboko zawsze chciałam być obok ludzi, wspierać ich, dodawać odwagi i dzielić się tym, co dobre. A szkoła stała się miejscem, w którym mogę robić to każdego dnia. - Gdyby nie praca w szkole, to czym najprawdopodobniej by się Pani zajmowała?
Podejrzewam, że gdyby nie praca w szkole, pewnie dalej szukałabym miejsca, w którym mogłabym być blisko ludzi. Może spełniłabym któreś z dawnych marzeń, może zostałabym lekarzem albo weterynarzem, ratując tych, którzy potrzebują pomocy. Może byłoby jeszcze inaczej, na pewno pracowałabym w miejscu, gdzie spotyka się wiele osobowości, historii i emocji, bo niezależnie od zawodu, zawsze ciągnęło mnie tam, gdzie mogę czuć się potrzebna. Trudno mi dziś wyobrazić sobie inne miejsce, skoro to właściwe znalazło mnie samo. - Proszę dokończyć zdanie: „Za moich czasów…”
Za moich czasów… świat był prostszy, ale marzenia miały tę samą moc i to one prowadziły nas dalej, nawet gdy jeszcze nie wiedzieliśmy dokąd chcemy dojść. - Co w uczniach najbardziej Panią rozbraja, a co doprowadza do białej gorączki?
Najbardziej rozbraja mnie w uczniach ich autentyczność. To, że potrafią być szczerzy do bólu, spontaniczni i zawsze prawdziwi. Uwielbiam ten moment, kiedy ktoś nagle zrozumie coś trudnego i na twarzy pojawia się ten charakterystyczny błysk, jakby cały świat zrobił się na chwilę jaśniejszy. Rozbraja mnie też ich humor, często niezamierzony i ta lekka, dziecięca wiara, że wszystko jest możliwe. Ich wrażliwość, choć czasem głęboko ukryta, też potrafi poruszyć do łez. A co doprowadza do białej gorączki? Najbardziej chyba brak szacunku wobec siebie – kiedy widzę, że ktoś rani drugą osobę słowem albo lekceważeniem. - Jak wyglądał Pani pierwszy dzień w pracy – stres, chaos czy pełna kontrola sytuacji?
Mój pierwszy dzień w pracy pamiętam doskonale, jakby wydarzył się wczoraj. Zaczynałam w świetlicy, a towarzyszyła mi mieszanka ekscytacji i spełnienia. Nie było we mnie ani stresu, ani poczucia chaosu – raczej coś na kształt cichej, głębokiej radości. Po latach praktyk, obserwacji i przygotowań wreszcie mogłam poczuć się jak pełnoprawny nauczyciel. - Którego szkolnego przedmiotu Pani nie znosiła w dzieciństwie?
Trudno mi wskazać przedmiot, którego naprawdę nie lubiłam, bo szkoła była dla mnie miejscem radości. Uwielbiałam się uczyć, odkrywać nowe rzeczy i mierzyć się z kolejnymi wyzwaniami. W szkole podstawowej najsłabiej radziłam sobie z językiem angielskim, ale los bywa przewrotny – w liceum stał się on jednym z moich ulubionych przedmiotów. - Jaka była najbardziej nietypowa sytuacja, jaka przydarzyła się na lekcji?
Najbardziej nietypowa sytuacja? Niech sięgnę pamięcią. Podczas jednej z lekcji poprosiłam uczniów, żeby zapisali w zeszytach temat. Wtedy jeden z nich nagle zamarł, spojrzał na mnie wielkimi oczami i powiedział szeptem, jakby wyjawiał jakąś straszną tajemnicę: „Proszę pani… ja dzisiaj nie mogę pisać”. Zaniepokoiłam się i pytam, co się stało. A on teatralnie wyciąga dłoń i wyjaśnia: „Bo moja ręka… ma dziś wolne. Sama tak zdecydowała”. Po czym położył ją dramatycznie na ławce, jak aktor w wielkim finale. Długo wspominaliśmy ten żart. - Gdyby mogła Pani spędzić jeden dzień w dowolnej epoce lub miejscu – gdzie i dlaczego akurat tam?
Gdybym mogła spędzić dzień w innej epoce, wybrałabym czas, w którym ludzie żyli wolniej i uważniej – przełom XIX i XX wieku. Uważam, że choć świat pędzi naprzód, najpiękniejsze rzeczy są ponadczasowe: wrażliwość, ciekawość i umiejętność zatrzymania się na chwilę, by naprawdę dostrzec życie… koniecznie w towarzystwie drugiego człowieka. - Jakie ma Pani marzenie (zawodowe lub prywatne), które wciąż czeka na realizację?
Mam wiele marzeń, zarówno tych drobnych, codziennych, jak i wielkich, wymagających czasu i zaangażowania. Obecnie nie mogę się doczekać rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia, które przynoszą ciepło, radość i tą cudowną atmosferę. Kocham podróże, dlatego marzą mi się zimowe ferie na Islandii oraz wakacje w Tajlandii, Japonii i Grecji. Równie wiele znaczą dla mnie marzenia zawodowe. Pragnę, aby w naszej szkole powstały nowoczesne pracownie specjalistyczne, które nie tylko wspierałyby proces nauki, ale czyniły go pełnym pasji i inspiracji. Marzę o zdobyciu wielkiej mocy, jaką jest umiejętność rozwijania w uczniach ciekawości, kreatywności i samodzielnego myślenie, tworząc środowisko, w którym edukacja staje się nie tylko obowiązkiem, lecz prawdziwą przygodą. - Dlaczego SP 15 jest The Best?
Nasza szkoła jest The Best, bo to miejsce, gdzie każdy dzień staje się przygodą wiedzy. Tu rozwijamy talenty, odkrywamy nowe światy i uczymy się nie tylko przedmiotów, ale też życia. To przestrzeń, w której kreatywność nie zna granic, a sukces każdego ucznia jest naszym wspólnym triumfem. Tutaj każdy z nas może być najlepszą wersją siebie.
Wywiad z Panią Dyrektor Marzeną Szlitter
- Skąd Pani pochodzi?
Choć urodziłam się w Elblągu, to mieszkałam w Tolkmicku. - Dlaczego została Pani nauczycielem?
Chyba od zawsze o tym marzyłam. Nauczyciele bardzo mi imponowali, więc tak naprawdę nigdy poważnie nie myślałam o innym zawodzie. Wprawdzie w pierwszej klasie narysowałam, że chcę być pielęgniarką, ale sercem od początku byłam po stronie edukacji. - Gdyby nie praca w szkole, to czym najprawdopodobniej by się Pani zajmowała?
To trudne pytanie. Pewnie nadal pracowałabym z ludźmi i dla ludzi – jestem psychologiem, więc naturalnie ciągnie mnie w stronę pomagania innym. Ta „pomocowość” zawsze we mnie była. - Proszę dokończyć zdanie: „Za moich czasów…”
Za moich czasów było inaczej. Relacje międzyludzkie wyglądały inaczej, mieliśmy więcej czasu dla siebie i dużo więcej ze sobą rozmawialiśmy. - Co w uczniach najbardziej Panią rozbraja, a co doprowadza do białej gorączki?
Rozbraja mnie wiele rzeczy, ale najbardziej ten moment, kiedy uczeń po jakimś wybryku spojrzy, uśmiechnie się i powie takie szczere, ciepłe „przepraszam”. Wtedy wybaczam wszystko. A najbardziej frustruje mnie brak odpowiedzialności uczniów za własne czyny. - Jak wyglądał Pani pierwszy dzień w pracy – stres, chaos czy pełna kontrola sytuacji?
Zaczynałam dawno temu w szkole ponadpodstawowej, z którą byłam związana ponad 20 lat. Kiedy przyszłam tutaj, pierwsze co mnie uderzyło, to… chaos – było was po prostu bardzo dużo! Hałas miał zupełnie inny charakter niż wcześniej. Rozgardiasz był spory, ale stopniowo udało mi się nad nim zapanować. - Którego szkolnego przedmiotu Pani nie znosiła w dzieciństwie?
Przyznam się bez bicia – matematyki. To był zdecydowanie najgorszy przedmiot. - Jaka była najbardziej nietypowa sytuacja, jaka przydarzyła się na lekcji?
Pamiętam jedną zabawną scenę: uczeń wszedł na lekcję i dopiero w połowie zajęć zorientował się, że jest… w złej klasie. Był z pierwszej klasy technikum, a trafił do trzeciej. - Gdyby mogła Pani spędzić jeden dzień w dowolnej epoce lub miejscu – gdzie i dlaczego akurat tam?
To niełatwe pytanie. Kocham ludzi, ale lubię też pobyć sama. Myślę, że wybrałabym jakąś spokojną wyspę, gdzie mogłabym czytać książki i naprawdę odpocząć. - Jakie ma Pani marzenie (zawodowe lub prywatne), które wciąż czeka na realizację?
Marzę o tym, by choć na 2–3 godziny znaleźć się w Nowym Jorku. Polecieć tam i poczuć jego niepowtarzalny klimat. - Dlaczego SP 15?
To był… przypadek. Zadzwoniono do mnie z informacją, że w SP 15 potrzebny jest psycholog. Wahałam się, ale przyjęłam propozycję. Od pierwszego dnia zostałam tu ciepło przyjęta. To była jedna z najlepszych decyzji w moim życiu.
Zaglądajcie do kolejnych odsłon cyklu – poznacie nauczycieli, których widzicie na korytarzach, ale nie zawsze macie okazję posłuchać ich historii. Każdy z nich to inna opowieść, inne spojrzenie i trochę inny powód, by lubić naszą szkołę.
