Jedyny dzień w roku, gdy dieta patrzy w drugą stronę.
Tłusty Czwartek to jedno z najsłodszych świąt w polskim kalendarzu i zdecydowanie jedno z najbardziej lubianych. Obchodzimy go zawsze w ostatni czwartek przed Wielkim Postem, a jego główną ideą jest… najedzenie się na zapas. Bo przecież zaraz potem przychodzi czas umiaru, refleksji i (teoretycznie) sałaty.
Tradycja Tłustego Czwartku sięga jeszcze czasów pogańskich, kiedy świętowano odejście zimy i nadejście wiosny, zajadając się tłustymi potrawami. W tamtych czasach nie były to pączki z różą, tylko raczej kulki z ciasta nadziewane… słoniną. Na szczęście czasy się zmieniły, a wraz z nimi nadzienia.
Dziś Tłusty Czwartek kojarzy się głównie z pączkami, faworkami (chrustem), oponkami i wszelkimi słodkościami, które mają jedną wspólną cechę: są pyszne i mają zero litości dla kalkulatora kalorii.
Ale spokojnie! Wieść niesie (potwierdzona przez nieznane, lecz bardzo wiarygodne źródła), że pączek zjedzony w Tłusty Czwartek nie jest aż tak niezdrowy i praktycznie nie tuczy. Niektórzy twierdzą nawet, że liczy się jako „aktywność kulturowa”, więc to prawie jak lekcja historii.
Według tradycji, kto w Tłusty Czwartek nie zje ani jednego pączka, temu nie będzie się wiodło przez cały rok. Dlatego dla własnego dobra i szczęścia – lepiej nie ryzykować. Jeden pączek to obowiązek, dwa to tradycja, a trzy… to już zaawansowane badania naukowe.
Smacznego i powodzenia w liczeniu pączków, nie kalorii!
